Etyka mnie dotyka

Błażej Sarzalski        09 stycznia 2017        2 komentarze

Na początek taka dygresja.

Gdy wybuchła afera Panama Papers, gdzieś w kwietniu 2016 r. w poniedziałkowy poranek odebrałem smsa od mojego serdecznego kolegi z czasów licealnych:

„Mossack Fonseca…. Błażej… Ucz się 🙂 Myślę, że jutro będziesz miał parę ciekawych telefonów.”

Historia ta była kanwą jednego z wpisów na moim blogu dotyczącym rejestracji spółek w Delaware. Nie zamierzam go jednak tutaj powtarzał w całości, jednak muszę wspomnieć o tym, co w komentarzu do tego wpisu napisał, mój serdeczny znajomy i przewodnik po świecie marketingu prawniczego, a także człowiek, który zajmował się wcześniej międzynarodowym planowaniem podatkowym – Rafał Chmielewski, a napisał tak:

„W tym całym zamieszaniu ginie jeden podstawowy wątek: to, że jakaś spółka jest położona w raju podatkowym nie oznacza zaraz, że ktoś chce popełniać podatkowe przestępstwo.”

I tutaj chcę się zatrzymać.

Rafał ma i miał rację. Cała otoczka wokół afery Panama Papers zbudowana przez dziennikarzy śledczych, media masowe, polityków i rzesze internetowych trollów sprowadzała się do jednego:

Spółki na Panamie to zło, a osoby, które je wykorzystują to zło wcielone.

Wielu ludzi, którzy przychodzą do mnie, w poszukiwaniu anonimowości, szczególnie przy prowadzeniu i planowaniu posunięć biznesowych, jak ognia wystrzega się używania do tego celu spółek bądź innych podmiotów zagranicznych. Choćby mieli jak najbardziej etyczne i zgodne z prawem plany, to boją się tego. Boją się stygmatyzacji, uznania za oszustów, kombinatorów. Boją się, że sam fakt posiadania takiej spółki lokuje ich w innym sorcie ludzi. Klimat polityczny w Polsce i na świecie oczywiście także nie pomaga.

Trudno się też temu dziwić. Według Tax Justice Network 70% spółek offshore wykorzystywana jest do działalności przestępczej: prania brudnych pieniędzy, finansowania terroryzmu, ukrywania dochodów przez polityków, unikania opodatkowania, przestępstw narkotykowych i tym podobnych świństw. W efekcie, klienci wybierają często rozwiązania mniej bezpieczne dla ochrony swoich aktywów, tylko dlatego, że myślą nieprawidłowymi kategoriami. Nie kierują się swoim najlepiej pojętym interesem, ale przekonaniem, że robiliby coś złego lub nielegalnego.

Nie zawsze pomaga jasne tłumaczenie, że te same mechanizmy i struktury mogą być wykorzystane w zupełnie legalny sposób: do minimalizacji osobistej odpowiedzialności za niepowodzenie trudnego biznesu, do planowania spadkowego, do ochrony kapitału przed zakusami opresyjnego państwa (szczególnie takiego, które za nic sobie ma konstytucyjne standardy ochrony praw jednostki), do ochrony udziałów i akcji w sytuacji sporów między wspólnikami, do ukrycia swoich zamiarów inwestycyjnych przed kontrahentami i konkurencją rynkową, do planowania małżeńskiego czy też do legalnej optymalizacji podatków. Nawet wskazywanie tych wszystkich legalnych sposobów na użycie zagranicznych konstrukcji prawnych nie przekonuje każdego.

Chcę więc jasno i głośno powiedzieć:

Masz prawo do prywatności.

Sam fakt posiadania tego prawa upoważnia Cię do poszukiwania takich rozwiązań, które nie są wymierzone w bezpieczeństwo państwa czy innych ludzi, ale które optymalizują Twój biznes pod kątem kosztów i ponoszonych podatków, które nie naruszają praw i wolności innych osób, które chronią Cię przed wścibstwem i niebezpieczeństwami współczesnego świata.

Dobra wiadomość jest taka, że aby dowiedzieć się więcej o konkretnych rozwiązaniach, nie będziesz musiał/a dzwonić do Mossac Fonseca. Wystarczy, że wpadniesz tutaj co jakiś czas.

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Paweł Styczeń 10, 2017 o 12:00

Szanowny Panie Mecenasie

Kilkanaście lat temu uczono mnie, że „co nie jest zabronione jest dozwolone”.

Jak słusznie Pan zauważył:
– praktyka pokazuje, że przedsiębiorcom się nie ufa, a oni sami dają sobie narzucić pewną narrację,
– prywatność jest ograniczana (zarówno przez Państwo jak i korporacje),
– zaczyna w praktyce coraz bardziej rządzić zasada że „co nie jest dozwolone jest zabronione”,
– ludzie nie znają lub nie korzystają , np. ze strachu, ze swoich praw i wolności.

Mam nadzieję, że to ten trend się zmieni i wolności oraz prywatności będziemy mieli więcej a nie mniej.

Czekam niecierpliwie na kolejne Pana posty. To bardzo ciekawe porównywać Pańskie doświadczenia i przemyślenia z własnymi.

Pozdrawiam serdecznie 🙂
Paweł Ludwiczak

Ps w nawiązaniu do dyskusji pod innym postem, na innym Pana blogu, nie wiem czy Pana blog jest najlepszy ale na pewno najciekawszy i najlepiej się czytający 🙂

Pss a mojego „wilczego” prawa postaram się nadal nie nadużywać 🙂 W razie czego upoważniam Pana i proszę o zwrócenie mi uwagi że przesadzam 🙂

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Styczeń 10, 2017 o 15:23

Panie Mecenasie, ależ proszę nadużywać swych „wilczych praw” 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: