Opublikowano 3 komentarze

Inspiracje: Limes inferior – Janusz Zajdel

Poniższy tekst powstał w ramach nowej kategorii na blogu, jaką są Inspiracje – będę w niej opisywał teksty, filmy, muzykę, zjawiska kulturowe, które inspirują mnie do pisania niniejszego bloga. Kto wie, może i Was one zainspirują?

Wyobraź sobie świat, w którym każdy dysponuje określoną kwotą pieniędzy na tzw. kluczu, dane o tym dostępne są dla wszystkich służb, obywatel podlega pełnej inwigilacji.

“Każdy krok każdego obywatela znaczony jest kolorowymi punktami zostawionymi na jego drodze: w sklepie, w automacie barowym, w kinie, w bramce metra (…)”

Znasz to skądś? Zaraz, przecież to prawie nasza rzeczywistość! Tylko, że nie do końca. To bardzo skrótowy opis tego jak działają rozliczenia pieniężne w świecie wykreowanym przez Janusza Zajdla w powieści Limes inferior (tłum. Dolna granica) Powieść powstała w 1979 roku. Czasy siermiężnego PRL, narodziny Solidarności, szara rzeczywistość kraju demokracji ludowej. Założę się, że nieco starszy czytelnik odnalazłby w tej książce przebłyskujące znad obłoków fantastycznej fabuły absurdy tamtego okresu, opisane barwnie i dokładnie. Znajdzie w nim ekskluzywne warszawskie hotele PRLu, cinkciarzy, jajogłowych aparatczyków, niezbyt rozgarniętych milicjantów i klimat epoki. Jeżeli jednak dać tą książkę osobie, która nigdy nie żyła bądź nie pamięta czasów sprzed 1989 roku to idę o zakład, że odnajdzie ona w nim dzisiejszą, polską rzeczywistość.

“Już wiem – ucieszył się Sneer (główny bohater powieści – przyp. BS). (…) – Wiem, jak to jest z tym porządkiem w Argolandzie. Mamy tutaj po prostu doskonale kontrolowany bałagan, stwarzający pozory zarówno porządku, jak i wolności”

Gdy przeczytałem to zdanie poczułem się, jakby Zajdel opisywał współczesną Polskę. Kontrolowany bałagan, gdzie za wolność można uznać możliwość mówienia tego co się chce i czytania tego co się chce, pójścia do pracy, wyjazdu na wakacje, zarobienia paru złotych, wszystko to pod ochroną państwa. Tylko, że to jest ten sam świat, w którym co prawda policja, sądy, prokuratura i cały aparat państwowy działają, tylko że tak nie do końca wydolnie, stwarzając różnym osobom pole do nadużywania systemu, w mniejszym lub większym stopniu.

“Czy wszyscy udają przed wszystkimi, że wszystko tu dzieje się na serio, że jest niezbędne i konieczne?”

No właśnie.

Książka ta jednak to nie tylko opis systemu, w którym żyjemy, ale także niesamowicie wnikliwa przepowiednia przyszłości. Z punktu widzenia człowieka żyjącego w 1979 roku pewne rzeczy musiały być odległą przyszłością – powszechne odbijanie się kartą płatniczą (nazywaną kluczem – jest zresztą w powieści pewien opis funkcjonowania klucza, który bardzo przypomina opis działania blockchaina) w terminalach płatniczych, pełna inwigilacja dotycząca przelewów, wpływów i wypływów z kont, brak gotówki w obrocie, mechanizacja rolnictwa, automatyzacja usług (zamawianie jedzenia w automatach), bezrobocie wynikające z automatyzacji wielu procesów, utrzymywanie systemu społecznego poprzez zarządzanie strachem i ambicjami poszczególnych klas społecznych – to wszystko codzienność XXI wieku, w Polsce czy zagranicą.

Dlatego polecam Wam Limes inferior jako powieść ponadczasową, z której można wiele wynieść, po przeczytaniu której nie sposób się nie niepokoić, mimo zakończenia zaskakująco pozytywnego, wziętego żywcem jakby z innej prozy, innego autora.

Opublikowano Dodaj komentarz

Być jak Vladimir Putin?

“Przemiana” gospodarcza Rosji

Znacie ten rosyjski dowcip?

Vladimir Putin ma wizję nowej ekonomii w Rosji. Cel? Uczynić ludzi bogatymi i szczęśliwymi. Lista ludzi w załączniku.

Rosja niewątpliwie przeszła wielką przemianę gospodarczą od czasu upadku ZSRR, od gospodarki planowej do rynkowej, w wyniku planu prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, wielkie firmy wydobywcze, szczególnie te gospodarujące na złożach ropy i gazu, przeszły w prywatne ręce. Chociaż w programie powszechnej prywatyzacji teoretycznie uczestniczyło aż 98% społeczeństwa rosyjskiego, to vouchery oddające wartość prywatyzowanych przedsiębiorstw trafiły głównie w ręce nowych elit politycznych.

Następnie, wraz z dojściem do władzy Vladimira Putina, doszło do przetasowań w gronie oligarchów. Z firmamentu spadło wiele gwiazd, wiele też się narodziło. Wiele wskazuje jednak na to, że wszystkie one orbitują wokół największej gwiazdy. Według Harvard Political Review, Vladimir Putin jest najbogatszym człowiekiem na świecie. Ekonomiści szacują jego majątek na sumy od 60 do 200 miliardów dolarów. Oficjalnie jednak zarabia rocznie “tylko” 150 tysięcy dolarów. Skąd więc takie szacunki?

Syndykat ze spółdzielni mieszkaniowej?

Zagraniczne służby wywiadowcze podejrzewają, że Putin nie trzyma wszystkich swoich pieniędzy na kontach bankowych, na pewno nie zaś w swoim imieniu, niektórzy uważają, że jest on po prostu głową gigantycznego “syndykatu” rosyjskich miliarderów, dawnych współpracowników z KGB i przyjaciół ze spółdzielni mieszkaniowej Ozero. W 2010 roku amerykańskie służby dyplomatyczne zasugerowały, że Putin wykorzystuje sieć pełnomocników, którzy są formalnie właścicielami jego majątku.

W jaki sposób może to funkcjonować we współczesnym świecie, gdzie procedury bankowe i wymogi dotyczące badania pochodzenia pieniędzy nie pozwalają często nawet niewielkim zagranicznym przedsiębiorcom otwierać kont bankowych w innych krajach, ze względu na (często iluzoryczne) ryzyko prania pieniędzy?

  • Putin posiada udziały w Rossiya Bank (przyznacie, własny bank to ciekawy sposób na ukrywanie majątku, Putin zresztą nie jest tutaj jedyny, niech za przykład posłuży Bułgar Christo Georgiev, który założył na Malcie Satabank i sam stał się jego głównym klientem, Putin nie jest jednak aż tak transparentny, a konta i udziały w Banku rozdysponowane są w gronie jego znajomych i przyjaciół),
  • Putin ma możliwość deponowania, inwestowania i utrzymywania majątku w krajach, które znajdują się w orbicie wpływu politycznego Rosji i jednocześnie nie są objęte regulacjami przeciwko praniu pieniędzy obowiązującymi w Unii Europejskiej, czy Ameryce Północnej, chodzi tutaj o kraje Azji Środkowej, ale także państwa “graniczne”, w których ścierają się interesy Rosji i Zachodu, takie jak Mołdawia, Białoruś, czy Serbia,
  • część interesów oligarchów rosyjskich prowadzona była przez prywatne banki z byłych republik radzieckich, znajdujących się aktualnie w Unii Europejskiej: na Litwie, Łotwie i w Estonii, nie można wykluczyć, że słabość instytucjonalna państewek bałtyckich była lub jest wykorzystywana w niektórych biznesach posiadanych przez Putina, w końcu jeszcze do 2017 roku kilka łotewskich banków oferowało możliwość otwarcia kont dla spółek offshore,
  • utworzenie systemu kliencko-oligarchicznego – prawdopodobnie część majątku i dochodów Putina to nie “twardy” majątek, a możliwość “miękkiego” oddziaływania na osoby, które są mu, z jakiegoś powodu, coś winne, np. przychylność przy rządowych kontraktach,
  • używanie spółek offshore do operacji gospodarczych lub przechowywania wartości (osoby powiązane z Putinem wypłynęły m.in. podczas wycieku Panama Papers),
  • inwestowanie w złoto, metale szlachetne, kruszce, kryptowaluty (niektóre z tych rynków pozostają ciągle poza twardymi regulacjami w zakresie badania pochodzenia majątku).

To oczywiście częściowo spekulacje, nie sądzę aby ktoś oprócz samego Vladimira Putina znał całą prawdę (a może on sam już nie ogarnia?).

Być jak Vladimir Putin?

O ile oczywiście naganne, o ile nie przestępcze, jest uwłaszczanie się na majątku państwowym, czy tworzenie struktur oligarchicznych, to wniosek z działań Vladimira Putina nasuwa się sam. Gdy idzie o prywatność biznesu i poufność środków nie ma co wywarzać otwartych drzwi, a sposoby stosowane przez najbogatszego człowieka na świecie mogą być stosowane także przez tych “mniejszych” i także w bardziej etycznych celach, takich jak:

  • wejście na rynek bez wzbudzania niezdrowej sensacji u konkurencji,
  • zabezpieczenie majątku osób narażonych na ryzyka polityczne,
  • prowadzenie legalnych interesów, które z punktu widzenia niektórych religii mogą być niemile widziane,
  • realizacja swojego prawa do prywatności.
Opublikowano 7 komentarzy

Czym naprawdę jest “model estoński”?

Czym jest estoński model podatku?

Słuchając wczoraj wynurzeń premiera Morawieckiego prawie mnie zatkało. Wow! Model estoński! To brzmi dumnie. O tym czym jest estoński model opodatkowania pisałem trochę we wpisie na temat spółki w Estonii. W skrócie, jest to rozwiązanie, w którym dwie ustawy podatkowe zastępowane są jednolitym podatkiem dochodowym, przy czym w przypadku zysku spółek, podatek dochodowy płacony jest jednokrotnie, w momencie redystrybucji dywidend i świadczeń zrównanych z dywidendami na rzecz wspólnika danej spółki.

Czy Morawiecki naprawdę chce wprowadzić model estoński?

Nie, on chce wprowadzić model estoński dla sektora mikro i małych przedsiębiorstw. Pozostali pozostaną przy naprawdę dużym haraczu. Przekroczenie limitu dochodów powodowałoby wejście w zupełnie odmienne reguły opodatkowania. Wow… cóż za uproszczenie systemu podatkowego. Opowiem Wam coś jeszcze o modelu estońskim, sięgając po słowa człowieka – legendy Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach, mecenasa Marka Wojewody, prawnika, ale także autora książek kryminalnych (Spadek mecenasa Jokiela, Romans Mecenasa Jokiela – nawiasem mówiąc polecam, bo oddają to, jak barwną postacią jest pan Wojewoda).

Zwykł on mawiać, że dobra ustawa o VAT mogłaby skończyć się w zasadzie w 15 artykułach. Definicja podatnika, czynności opodatkowanych, stawki podatkowej, zwolnień, sposobu wystawiania faktur. I koniec. Pamiętam jak na studiach, czy aplikacji radcowskiej dostawałem w ręce tą kobyłę, jaką była (i nadal jest) ustawa o podatku od towarów i usług i całe moje jestestwo krzyczało: nieeee! Jeżeli ta ustawa jest tak odstręczająca dla prawników, to co myśleć o innych osobach, o przedsiębiorcach?

W każdym razie. Wyobraźcie sobie, że estońska ustawa o VAT liczy 50 paragrafów, a w Polsce? 176 artykułów i 15 załączników.

E-rezydencja

W Estonii wszystko załatwisz przez Internet, o ile masz kartę e-rezydenta (do załatwienia w najbliższej ambasadzie Estonii, nawet jeżeli nigdy nie byłeś/aś w tym pięknym kraju), w Polsce aby obcokrajowiec – prezes zarządu mógł podpisać sprawozdanie finansowe spółki albo zgłosić się do centralnego rejestru beneficjentów rzeczywistych musi uzyskać PESEL i następnie podpis ePUAP (bez obecności w Polsce nie jest to możliwe, gdyż musi go zweryfikować urzędnik ZUS albo US, ale co gorsza, musi mieć tytuł prawny do nadania mu numeru PESEL!) albo musi kupić komercyjny podpis elektroniczny, zgodny z polskimi standardami. Kosmos!

Czy polska ma aktualny system aktów prawnych dostępny po angielsku w wersjach ujednolicanych?

No wiem, nie powinienem kopać leżącego, ale podstawowe systemy, takie jak systemy kontaktu z administracją skarbową, KRS, CRBR, strony urzędów skarbowych, czy też strony rządowe nie są dostępne w Polsce w języku angielskim. W Estonii? Oczywiście, nawet możesz napisać do konsultanta z urzędu skarbowego po angielsku i otrzymać odpowiedź e-mailem. Ale prawdziwe “wow” robi jednak 3528 tekstów ustaw i rozporządzeń dostępnych w oficjalnym, angielskojęzycznym tłumaczeniu na stronach internetowych estońskiego publikatora. Ustaw napisanych prosto…

Panie Premierze, jeżeli chce wprowadzać Pan prawdziwy model estoński to jesteśmy daleko, bardzo daleko w zakresie cyfryzacji, informatyzacji i wsparcia dla cudzoziemców inwestujących w naszym kraju.

Droga ku Estonii, ale także ku celowi fiskalnemu, wiedzie przez:

  • jednolity system podatku dochodowego dla wszystkich,
  • uproszczenie ustawy o podatku od towarów i usług (eliminacja wyjątków i wyjątków od wyjątków!),
  • reformę rejestru przedsiębiorców i przejęcie jego roli przez organy administracyjne przy uproszczonej procedurze rejestracji, połączenie tego z CRBR,
  • otwarcie się na cudzoziemców (ktoś musi tu inwestować i na nas pracować, m.in. PESEL przez Internet dla każdego chętnego, kogo można będzie zweryfikować w ambasadzie lub konsulacie polskim, ePUAP na takich samych zasadach).
Opublikowano 8 komentarzy

Jak obejść Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych?

Czym jest Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych?

Brzmi poważnie, prawda? I tak jest. Z dniem 13 października wchodzą w życie przepisy ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, które nakładają na polskie spółki prawa handlowego obowiązek zgłoszenia Ministrowi Finansów swojego beneficjenta rzeczywistego. Sankcja za niedokonanie zgłoszenia może wynosić aż 1.000.000 złotych i nakładana jest w formie administracyjnej kary pieniężnej na spółkę zobowiązaną do zgłoszenia. W przypadku złożenia zgłoszenia, które podaje dane fałszywe, osoba zgłaszająca (najczęściej członek zarządu albo wspólnik zarządzający) ponosi odpowiedzialność karną za złożenie fałszywego oświadczenia.

Kim jest beneficjent rzeczywisty?

Beneficjentem rzeczywistym jest zawsze osoba fizyczna. W najczęstszym i najprostszym ujęciu jest to wspólnik spółki kapitałowej, który posiada więcej niż 25% udziałów lub akcji takiej spółki lub wspólnik, który posiada więcej niż 25% ogólnej liczby głosów w spółce, także na podstawie porozumień z innymi uprawnionymi co do głosu lub jako zastawnik lub użytkownik udziałów. W spółkach osobowych w praktyce będą to najczęściej wspólnicy, chyba że są ograniczeni w prawie głosu poniżej progu 25% ogólnej ilości głosów.

Jeżeli wspólnikami spółki są inne osoby prawne to beneficjentem rzeczywistym jest osoba sprawująca kontrolę nad podmiotem, który jest wspólnikiem danej spółki, o ile w ten sposób “posiada” więcej niż 25% akcji lub ma pozycję dominującą w rozumieniu przepisów ustawy o rachunkowości. Jeżeli zaś nie ma takich osób (bo np. spółka ma 5 wspólników, którzy mają po 20% udziałów/głosów) to beneficjentem rzeczywistym najczęściej jest osoba fizyczna zajmująca wyższe stanowisko kierownicze.

Ustalenie beneficjenta rzeczywistego nie jest więc zawsze najłatwiejszą sprawą, nierzadko potrzebne będzie uzyskanie w tym przedmiocie opinii prawnika oraz odpowiednie udokumentowanie “poszukiwań” beneficjenta.

Jakie spółki podlegają obowiązkowi zgłoszenia do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych?

Do zgłaszania informacji o beneficjentach rzeczywistych i ich aktualizacji są obowiązane:

  • spółki jawne,
  • spółki komandytowe,
  • spółki komandytowo-akcyjne,
  • spółki z ograniczoną odpowiedzialnością,
  • proste spółki akcyjne,
  • spółki akcyjne, z wyjątkiem spółek publicznych.

Spółki już istniejące dokonują zgłoszenia w terminie do 13 kwietnia 2020 r.

Z kolei, w przypadku spółek nowo powstałych informacje o beneficjentach rzeczywistych są zgłaszane mają być nie później niż w terminie 7 dni od dnia wpisu ww. spółek do Krajowego Rejestru Sądowego. Podobnie 7-dniowy termin będzie obowiązywał w przypadku zmiany danych przekazanych do rejestru.

Co Ty myślisz o Centralnym Rejestrze Beneficjentów?

Dyskusyjna jest dla mnie przydatność owego narzędzia w uzyskiwaniu faktycznym zapobieganiu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Jeżeli ktoś już jest przestępcą to jakim problemem dla niego będzie popełnienie dodatkowego przestępstwa, jakim byłoby np. zgłoszenie nieprawdziwych danych? Ba, nie musi wcale popełniać przestępstwa, po prostu nie zgłosi owych danych w ogóle, a jeżeli posługuje się spółką “słupem” to kara i tak spadnie na spółkę – słupa.

Przewiduję natomiast utrudnienia dotyczące funkcjonowania podmiotów działających zupełnie legalnie np. przy otwieraniu rachunków bankowych. Tylko czekać, jak banki wpiszą w swoją politykę AML sprawdzanie danych spółek w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych. Przewiduję także kary dla przedsiębiorców, którzy po prostu nie śledzą zmian w prawie… może nie milionowe, ale jednak kary będą, szczególnie, że przepis je wprowadzający nie daje możliwości złagodzenia kary lub odstąpienia od niej, ani nie zawiera jakichkolwiek przesłanek jej miarkowania, co budzi moje daleko idące wątpliwości dotyczące zgodności owego przepisu z przepisami Konstytucji RP. Co to jednak ma za znaczenie, skoro Trybunał Konstytucyjny działa tak, jak działa…

W skrócie: utrudnienie dla normalnych przedsiębiorców, daleko idące naruszenia prywatności osób kontrolujących biznesy, brak realnych skutków dla faktycznego przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, regulacja potencjalnie niezgodna z Konstytucją RP.

Kto nie podlega obowiązkowi wpisu do CRBR?

To pytanie kluczowe w kontekście innego pytania, zadanego w tytule mojego wpisu. Ustalenie kto nie podlega obowiązkowi wpisu do CRBR pozwala bowiem przyjąć strategię jego “obejścia”. Nie podlegają owemu rejestrowi osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą (choć tutaj przecież też ktoś może mieć kontrolę nad taką osobą, wynikającą przykładowo z zawarcia umowy powiernictwa, spółki cichej itp.), nie podlegają jej także przedsiębiorcy zagraniczni oraz oddziały przedsiębiorstw zagranicznych.

Przykładowo więc, otwarcie spółki LLC w Delaware oraz jej oddziału w Polsce spowoduje, że brak będzie konieczności zgłaszania beneficjenta rzeczywistego do wzmiankowanego rejestru.

Opublikowano 2 komentarze

Czy bitcoin daje prawdziwą prywatność?

Czy bitcoin daje prawdziwą prywatność w transakcjach finansowych?

Jeżeli jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga to idę o zakład, że wiesz czym jest bitcoin. Jeżeli jednak przez ostatnie 10 lat żyłeś/aś w równoległej rzeczywistości to pokrótce powiem że bitcoin jest kryptowalutą, czyli taką walutą, ale jednak nie do końca. W zamyśle założyciela (albo założycieli) ma stanowić alternatywę dla pieniędzy emitowanych przez banki centralne różnych państw świata. Bitcoin nie ma formy fizycznej, występuje w formie zapisu w blockchainie, rozproszonej bazie danych, którą można porównać do księgi rachunkowej z zapisami wszelkich transakcji w niej zawartych, opartą na działaniu peer-to-peer. Nie ma jednego centralnego użytkownika, a bitcoin utrzymywany jest przez sieć różnorodnych powiązań.

Jakie są wady i zalety bitcoina?

Bitcoin pozwala na rozliczenia w zasadzie w czasie rzeczywistym, przy podnoszeniu minimalnych kosztów w porównaniu z tradycyjnymi przelewami i przekazami pieniężnymi. Niektórzy chcą w nim widzieć złoto nowej ery, wskazując, że mechanizm tworzenia nowych jednostek waluty ma przeciwdziałać inflacji. Inni widzą w nim szansę na niezwykłe zyski. Jednocześnie bitcoin jest narzędziem w rękach spekulantów, osób które zapragną wyprać pieniądze pochodzące z nielegalnych źródeł, a także osób, które chcą przekazywać pieniądze szybko i w anonimowy sposób.

Czy bitcoin może służyć anonimowym rozliczeniom finansowym?

Z punktu widzenia tematyki tego bloga najważniejsze wydaje się pytanie, czy wykorzystanie bitcoina do rozliczeń w jakikolwiek sposób gwarantuje poufność obrotu pieniędzmi?

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba zastanowić się nad istotą bitcoina i sposobem jego funkcjonowania. Często cała opowieść o bitcoinie zaczyna się od opisu mechanizmu, który nazywany jest blockchain (łancuch bloków), a który w istocie jest jedną wielką księgą (można powiedzieć, że rachunkową) zawierającą zapisy wszelkich transakcji które mają miejsce między portfelami bitcoin. Co istotne, zapis ten jest publicznie dostępny dla każdego. Stąd pojawia się możliwość sprawdzenia ciągów transakcji między portfelami, a co za tym idzie, możliwość ustalenia pochodzenia środków oraz miejsca ich przeznaczenia. Wydawałoby się więc, że bitcoin nie daje żadnej anonimowości.

Nie jest tak jednak do końca, gdyż anonimowe w samej sieci jest to, że dla numerów portfeli, które funkcjonują w sieci nie ma przypisanych danych osobowych. Gdyby więc założyć scenariusz, w którym bitcoin jest samoistną walutą i jedynym istniejącym modelem rozliczeń to gwarantuje on zupełną anonimowość. Problem tkwi w tym, że nie jest. Z jednej strony bowiem nie zarabiamy (a przynajmniej większość z nas nie zarabia) w bitcoinie, większość z nas też go nie wydobywa (to w sumie zabawna nazwa, a sama czynność polega na postawieniu potężnego parku maszyn do skomplikowanych obliczeń, których rozwiązanie powoduje wykopanie waluty). Z drugiej strony bitcoina można po prostu kupić i właśnie moment kupna waluty jest tym momentem, w którym najbardziej narażamy się na utratę anonimowości.

Większość giełd i kantorów kryptowalut wymaga bowiem podania danych osobowych uczestnika zabawy. Widać na jakim portfelu pojawiła się kryptowaluta, a wiedząc na jakiej giełdzie została wykupiona, można dotrzeć do danych osobowych użytkownika.

Cztery sposoby na zachowanie anonimowości przy nabywaniu bitcoinów

Jakie są więc sposoby na to, aby posiąść bitcoiny i nie być powiązanym osobiście z konkretnym portfelem?

Oto możliwości jakie mamy:

  • wymiana gotówki za bitcoiny z osobami prywatnymi (ktoś ma bitcoina i sprzedaje go Ci za gotówkę, przybijacie piątkę i się rozchodzicie),
  • samodzielne wykopanie kryptowaluty (mało opłacalne, ale jednak możliwe),
  • otrzymywanie płatności za swoje towary lub usługi w kryptowalucie,
  • użytkowanie giełd kryptowalut, które nie wymagają weryfikacji danych osobowych (nie obsługują one jednak walut tradycyjnych, ale tokeny, które reprezentują ich wartość).

Ten wpis to też dobra okazja aby przypomnieć, że korzystając z usług w kancelarii możesz płacić w kryptowalutach, co zapewni Ci dodatkowy poziom poufności.