Opublikowano Dodaj komentarz

Czy spółka Roberta Lewandowskiego nielegalnie unikała podatku dochodowego?

Do napisania tego tekstu zbierałem się dobrych kilka dni, choć inspiracja nadeszła z głośnym tekstem Onetu, który opisywał mocne zarzuty formułowane pod adresem Roberta Lewandowskiego. Wrzuciłem go na mojego drugiego bloga Panswojegolosu.pl, ponieważ jednak temat ważny, a zasięgi mam tutaj większe to pozwolę sobie zostawić ten tekst także tutaj.

Temat tym bardziej aktualny, że nikt poważnie go nie drąży, Lewy odbiera order od prezydenta Dudy… okej, krytyka idzie, że odebrał order. A może można wyciągnąć wobec Lewandowskiego poważniejsze armaty?

Z jednej strony Lewandowski to narodowa świętość, symbol sukcesu, kariera bajeczna i praktycznie bezprecedensowa jak na sportowca z Polski. Sam jestem wielkim fanem talentu Roberta i tego ile pracy włożył w to, żeby być na samym szczycie. Ciężko zabierać się za dekonstrukcję mitu, gdy heros jeszcze żywy.

Z drugiej kwestia wymaga rozwagi, prześledzenia dostępnych publicznie danych, mrówczej roboty resercherskiej, do której nie miałem głowy przez ostatnie kilka dni.

W końcu jednak uznałem, że temat jest ważny i konieczny. Najwięksi współcześni herosi boisk musieli bowiem zmierzyć się z zarzutami karnymi i oskarżeniami o unikanie opodatkowania, czy Lewandowski dołączył do Messiego i Ronaldo także w tym zakresie? Sprawdzimy! Czy zmieni to nasze postrzeganie Roberta? Może tak. Czy powinniśmy milczeć o takich kwestiach? Zdecydowanie nie.

Historia spółki RL Management oczami Der Spiegel oraz Onetu

Ponieważ mój niemiecki był zawsze słaby i niestety dawno nie odkurzany, postanowiłem skupić się na relacji pośredniej, zamieszczonej w tekście Onetu i wyłowić dla mnie i dla Was najbardziej interesujące kwestie.

Próbując uchwycić więc samo “mięsko” z tego co pisał Onet:

  • spółka RL Management była stworzona w taki sposób, że zyski osiągane przez nią nie musiały być opodatkowane, a obowiązek opodatkowania pojawiał się dopiero wtedy, gdy zysk był dzielony na jej akcjonariuszy,
  • Polski rząd zmienił prawo w 2013 roku,
  • wtedy spółka RL Management zmieniła rok obrotowy, tak aby końcówka roku przypadała na koniec października 2015 roku,
  • zysk tej spółki miał wynosić 2,4 mln euro,
  • zysk miał zostać wyzerowany poprzez transakcję między należącą do Anny Lewandowskiej spółką Blue Oyster (nieścisłość, nie chodziło bowiem o samą firmę Blue Oyster tylko o transakcję między RL Management a Anną Lewandowską), której właścicielem miała być Anna Lewandowska – transakcję opisano tak, że zarząd RL Management udzielił pożyczki pani Lewandowskiej, którą zabezpieczył wekslem pani Lewandowskiej (na kwotę 2,5 mln euro), następnie zaś odkupił od niej 2 (z 1000 udziałów) w spółce Blue Oyster za 2,5 mln euro, co spowodować miało stratę,
  • prawnik Lewandowskiego miał wskazywać, że w raporcie rocznym transakcję zakupu udziałów w Blue Oyster należy zaksięgować jako koszt, co zniwelowało zysk spółki RL Management, która ostatecznie zanotowała stratę w wysokości 96 tysięcy euro, tym samym nie musząc płacić podatku.

Jak było naprawdę ze spółką Lewandowskiego?

Mam zawsze problemy, kiedy dziennikarze sportowi biorą się za analizę takich spraw, których zwykle nie ogarniają nawet dziennikarze finansowi, czy śledczy. Szkoda, że nikt nie odniósł się merytorycznie do rewelacji Der Spiegla i nie próbował uporządkować

Musielibyśmy więc zacząć od podstaw… czyli od tego, o jaką spółkę Roberta chodzi. Z informacji Onetu wynikałoby, że chodzi o spółkę zarejestrowaną w Polsce.

Spośród trzech spółek, które posługują się nazwą RL Management odnalezionych w polskim KRSie, bez wątpienia chodzi o spółkę RL Management Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. Dlaczego? Bo tylko do niej pasuje opis działań podjętych w związku ze zmianą prawa w 2013 roku.

Czego dotyczyła zmiana i jak można było optymalizować zyski za pomocą spółki komandytowo-akcyjnej? W uproszczeniu rzeczywiście sposób opodatkowania spółek komandytowo-akcyjnych pozwalał akcjonariuszom odraczać moment zapłaty podatku dochodowego, do momentu w którym spółka faktycznie wypłacała im zysk. Było to perfekcyjnie legalne i nie nosiło znamion jakiejś wydumanej optymalizacji podatkowej, przepisy wprost dozwalały takie rozwiązanie i w mojej ocenie nie ma w tym niczego kontrowersyjnego. Korzystało z tego wiele firm, np. deweloperskich, gdyż tego typu spółka umożliwiła łatwe reinwestowanie zysku bez konieczności płacenia na bieżąco podatków dochodowych.

Rzeczywiście w 2013 roku minister Rostowski przygotował zmiany, które miały zmienić system podatkowy w taki sposób, że zarówno spółka komandytowa, jak i komandytowo-akcyjna miały podlegać podatkowi CIT. Dotychczas bowiem spółka komandytowo-akcyjna nie była w ogóle podatnikiem podatku dochodowego. O zmianach pisałem na innych moich blogach w tamtym czasie, np. tutaj.

Wprowadzono rzeczywiście okres przejściowy, robiąc to w taki sposób, że prosta modyfikacja roku obrotowego pozwalała na działanie jeszcze przez nawet półtora roku w reżimie transparentnym podatkowo. Takie operacje były powszechne i nie stanowiły także niedozwolonych sztuczek, czy agresywnej optymalizacji podatkowej.

Do tego momentu historia jest więc jasna, klarowna, a działania spółki RL Management Sp. z o.o. S.K.A. jak najbardziej mieściły się w granicach prawa.

Co wiemy o Błękitnej Ostrydze?

No i w tym miejscu narracja Onetu mi się mocno rozjeżdża. Z jednej strony piszą o transakcji między RL Management a spółką Anny Lewandowskiej, działającej pod firmą Blue Oyster, z drugiej nie piszą na czym polega, a raczej wskazują na transakcję Anny Lewandowskiej, która pożyczyła pewne pieniądze od RL Management (bagatela 2,5 mln euro), a następnie odsprzedała tejże spółce udziały w spółce Blue Oyster, w zamian za weksel, który wystawiła na zabezpieczenie pożyczki. Domyślnie więc pożyczka taka uległa umorzeniu. Cała transakcja miała generować stratę po stronie spółki RL Management, dzięki czemu miała ona nie płacić podatku CIT.

Tutaj pojawia się kilka wątków, które wymagałyby szerszego zgłębienia.

Wygląda na to, że spółka Blue Oyster, o której mowa w tekście Onetu to spółka Blue Oyster Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, w której w istocie Anna Lewandowska miała 1000 udziałów. Co więcej, wedle danych w KRS wspólnikiem tej spółki nigdy nie była inna osoba niż Anna Lewandowska, ale uważam, że taki stan nie jest możliwy (dlaczego? wrócimy jeszcze do tego). Ktoś po prostu “ominął” obowiązek zgłoszenia transakcji zakupu udziałów od Anny Lewandowskiej i nie zgłosił go do KRS (technicznie rzecz biorąc zarząd miał obowiązek zgłosić takie zmiany, ale tego nie zrobił – członkiem zarządu był Kamil Gorzelnik wymieniany w tekście Onetu i Der Spiegla).

Dlaczego jestem pewien, że Anna Lewandowska nie była jedynym wspólnikiem spółki Blue Oyster wedle stanu na początek grudnia 2015 roku? Otóż 4 grudnia 2015 roku wspólnicy spółki Blue Oyster podjęli uchwałę o przekształceniu owej spółki w spółkę jawną. Spółka jawna charakteryzuje się tym, że musi mieć co najmniej dwóch wspólników. W chwili przekształcenia musiało być więc co najmniej dwóch wspólników. Jak wynika z danych nowoutworzonej spółki jawnej, wspólnikami tymi byli Anna Lewandowska oraz RL Management Sp. z o.o. S.K.A.

Niewątpliwie więc na pewnym etapie doszło do transakcji, w której spółka RL Management S.K.A. nabyła pewną ilość udziałów od Anny Lewandowskiej w spółce Blue Oyster.

W tym momencie pojawiają się więc po pierwsze kwestia tego jakie były warunki tej transakcji. Niestety, trudno powiedzieć nie mając dostępu do dokumentów źródłowych z KRS. Trzeba dodać, że transakcja tego typu oczywiście jest prawnie dopuszczalna, sposób rozliczenia wydaje się jednak cokolwiek dziwny, gdyż wystarczyłoby przecież zapłacić Annie Lewandowskiej owo 2,5 miliona euro, zamiast bawić się w skomplikowaną transakcje, w której finansuje się Annę Lewandowską pożyczką, a następnie umarza ową pożyczkę. Abstrahuję w tym momencie oczywiście od tego, czy cena zapłacona za udziały była wartością rynkową.

Tylko, że wtedy nie dałoby się wygenerować straty. Straty wynikłe z zakupu udziałów można bowiem rozliczać dopiero po odsprzedaży tych udziałów. Czy chodziło zatem w transakcji o coś zupełnie innego, a mianowicie o wygenerowanie kosztu?

Problem w tym, że udzielenie pożyczki innej firmie lub osobie także nie może być traktowane jako koszt podatkowy. Podobnie zresztą jak wartości umorzonych pożyczek, bo do owego umorzenia miało dojść, skoro strony rozliczyły się wekslem.

W dostępnym publicznie repozytorium sprawozdań finansowych brak jest jakichkolwiek danych dotyczących sprawozdań finansowych RL Management Sp. z o.o. S.k.a., co w mojej ocenie jest niezgodne z prawem, co naraża zresztą zarząd owej spółki na odpowiedzialność karną.

Jest tu trochę nieczytelności, działań “na skróty”, brak pełnej transparentności finansowej.

Czy więc rzeczywiście spółka RL Management Sp. z o.o. S.k.a. zaoszczędziła nielegalnie na podatku?

Wydaje mi się, że wnioski wypływające z moich rozważań mogą iść w dwóch różnych kierunkach:

  • kierunek pierwszy – nie wiemy wszystkiego o warunkach transakcji między RL Management a Anną Lewandowską – nie mogę wykluczyć, że transakcja była bardziej skomplikowana i rzeczywiście doszło do wygenerowania kosztu na kwotę 2,5 miliona euro, nie potrafię jednak na chwilę obecną wymyślić takiej transakcji, która byłaby powiązana z finansowaniem zakupu udziałów, która mogłaby jednorazowo “zrobić” tak duży koszt. Z drugiej strony nie jestem też w stanie zweryfikować podawanych przez Onet danych dotyczących realnego zysku spółki RL Management w roku obrotowym 2014 i 2015 oraz ponoszonych przez nią kosztów, gdyż brak jest publicznie dostępnych dokumentów finansowych, równie dobrze może się okazać, że podawane kwoty nie są prawdziwe,
  • kierunek drugi – jeżeli przyjąć te ostatnie dane za pewnik oraz prawdziwość kwot dotyczących transakcji między RL Management a Anną Lewandowską to trzeba przyjąć, że ktoś zrobił “optymalizację podatkową” na rympał w sposób niezgodny z prawem. Tyle, że nie jest za to odpowiedzialny prawnie Robert Lewandowski, ale prezes spółki RL Management.

Aż dziw, że nikt nie wziął się na serio za weryfikację informacji Der Spiegla.

Opublikowano Dodaj komentarz

Kiedy Ministerstwo Finansów uzna, że spółka zagraniczna jest polskim rezydentem podatkowym?

Jak uniknąć płacenia podatków od spółki zagranicznej w Polsce?

Planując optymalizację podatkową z użyciem spółki zagranicznej trzeba mieć na uwadze, że godnie z art. 3 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, jeżeli osoby prawne mają siedzibę lub zarząd na terytorium Polski, podlegają obowiązkowi podatkowemu od wszystkich swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania (tzw. nieograniczony obowiązek podatkowy). Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o spółki posiadające formalną siedzibę w Polsce, ale także takie, które choć formalnie zarejestrowane są zagranicą to i tak podlegają w Polsce opodatkowaniu od całości swoich dochodów.

Inaczej rzecz ujmując: aby przeprowadzić udaną optymalizację podatkową nie wystarczy mieć spółki zagranicą, trzeba też przeprowadzić proces przeniesienia czynności zarządczych oraz procesu decyzyjnego zagranicę. Ministerstwo Finansów wymienia szczególne okoliczności, których wystąpienie może świadczyć o braku miejsca zarządu spółki zagranicznej w państwie jej formalnej siedziby.

Do takich okoliczności zalicza się na przykład:

  • wykonywanie przez zarząd swoich funkcji na terytorium Polski (co potwierdza np. ich rezydencja podatkowa);
  • brak zagranicznych adresów e-mail/telefonów/wizytówek członków zarządu;
  • podpisywanie uchwał/umów/sprawozdań z posiedzeń zagranicznej spółki głównie przez pełnomocników;
  • konto bankowe spółki zagranicznej, do którego dostęp jest w Polsce oraz operacje bankowe są zlecane w Polsce lub wręcz następuje pobieranie gotówki kartą „firmową” z bankomatów w Polsce;
  • outsourcing większości podstawowych funkcji biznesowych (najem, obsługa korespondencji);
  • brak faktycznej możliwości prowadzenia spraw w państwie siedziby spółki zagranicznej (brak biura/dostępnej sali konferencyjnej);
  • brak przechowywania w zagranicznej siedzibie dokumentacji księgowej /korporacyjnej/ prawnej,
  • kierowanie usług głównie do rezydentów polskich.

Co możesz zrobić aby zminimalizować ryzyko uznania zagranicznej spółki za polskiego rezydenta podatkowego?

To tylko kilka z czynności, które możesz podjąć celem zminimalizowania ryzyk związanych z uznaniem Twojej spółki zagranicznej za polskiego rezydenta podatkowego:

  • podróżuj często do kraju rezydencji podatkowej spółki (z tej perspektywy ciekawymi opcjami są spółki z Estonii, czy też np. ze Słowacji, czy Czech),
  • zadbaj o stronę internetową, e-maile, wizytówki w języku kraju siedziby spółki,
  • osobiście podpisuj uchwały dotyczące spółki w miejscu jej siedziby, nie korzystaj z pełnomocników,
  • nie zakładaj konta bankowego w Polsce, staraj się założyć konto bankowe w kraju miejsca siedziby spółki, a najlepiej korzystaj z tzw. EMI (np. Transferwise),
  • zadbaj aby Twoja firma miała choćby małe biuro/salę konferencyjną,
  • korzystaj z lokalnych dyrektorów, o ile to możliwe,
  • kieruj usługi nie tylko do Polaków.
Opublikowano Dodaj komentarz

Jak prawnicy radzą walczyć ze skutkami Covid-19?

Wiem, wiem…

Biję się w pierś, miałem już nie pisać nic na tym blogu, ale ponieważ nie każdy z Was trafił jeszcze do mnie na blog Pan swojego losu to nie widzę innej możliwości, jak zachęcenie Was linkami do kilku naprawdę ważnych w dzisiejszych czasach wpisów:

Na pierwszy ogień zapraszam do wpisu dotyczącego tego, czy można żądać od kontrahenta zmiany umowy z powodu epidemii Koronawirusa, czyli wpis adresowany do wszystkich przedsiębiorców z branż dotkniętych koronawirusem, czyli m.in. z branży horeca, finansowej, sprzedaży w galeriach handlowych.

Potem także do wpisu o spółce w Estonii, kraju, gdzie nie musisz płacić podatku dochodowego, jeżeli zostawiasz pieniądze w firmie na dalszy jej rozwój. Pomyśl jakim ułatwieniem dla nas w tych czasach byłaby możliwość niepłacenia podatków za pierwszy kwartał! Spółka w Estonii zupełnie legalnie nie płaci podatku, niezależnie od tego, czy rząd wdraża inne środki pomocowe.

Trzy działające strategie ochrony majątku osobistego to wpis adresowany dla tych wszystkich, którzy potrzebują pilnie zabezpieczyć majątek na trudne czasy, podobnie jak wpis o strategiach ochrony majątku w sytuacji walki z koronawirusem.

Opublikowano 2 komentarze

Taka trochę inna opowieść wigilijna

Im dłużej piszę tego bloga, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że jest on nie tyle o prywatności, ale o wolności i autonomii jednostki. To wartości, które tak naprawdę mną kierują i które są twardym jądrem, sercem zasilającym swoją pracą wiele tematów, które tutaj poruszam, takich jak tajemnice korespondencji, anonimowość w biznesie, kwestie ochrony majątku prywatnego, czy nadużycia urzędnicze. Prawo do prywatności jest wolnością – prywatność to wolność od ingerencji państwa i innych osób w sferę naszych myśli, naszych poglądów, naszej orientacji seksualnej, naszych uczuć religijnych lub bezwyznaniowości, a także wolność do tego aby wyrażać te wartości wobec tylko tych osób, wobec których chcemy. Jest to także wolność od tego aby być rozpoznawanym, ujawnianym publicznie, śledzonym.

Prywatność, prywatnością – to jednak wolność jest najcenniejsza.

Pozwólcie, że o czymś Wam opowiem. Przeglądałem ostatnio materiały dotyczące działania Niezależnego Zrzeszenia Studentów w czasach stanu wojennego. Rodzi się z tego trochę gorzka, grudniowa i refleksyjna opowieść wigilijna. Poczytajcie razem ze mną – ze wspomnień działacza Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, Przemysława Miśkiewicza:

Rano w niedziele 13 grudnia śpię po imprezie postrajkowej w akademiku w pokoju z Jackiem Sarzalskim (mój ojciec, natenczas student prawa i działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Śląskim, później inspektor policji – przyp. BS). Wpada Robert Zapiór (natenczas student prawa, później znany katowicki adwokat, od którego się uczyłem i w którego kancelarii zaczynałem swoją przygodę z zawodem prawniczym – przyp. BS) i mówi: „Wojna!”. Nie bardzo wiemy o co chodzi, pytam: „Jaka wojna, jaka wojna?”. Robert na to:„Poważnie, wojna, stan wojenny”. Po chwili przychodzi koleżanka i powtarza informacje o wojnie i że ona będzie sanitariuszka. Co się dzieje? Wychodzę z pokoju, siedzą jakieś dziewuchy na korytarzu, płaczą, rzeczywiście coś jest nie tak. Szukamy „Duce”, czyli Szaramę (Wojciech Szarama – adwokat, obecnie także poseł Prawa i Sprawiedliwości – przyp. BS). „Wojtek stan wojenny, co robic?”(…) Siedzimy na sali telewizyjnej, oglądamy Jaruzelskiego, nikt nie czuje powagi sytuacji. (…) Rano w poniedziałek podzieliliśmy sie na trójki i pojechaliśmy do różnych miast w regionie, żeby zobaczyć, kto tam strajkuje. (…)
Po powrocie zdajemy meldunki. Szefem od pierwszego dnia został Jacek Żelazny (także znany katowicki były adwokat, zawieszony w prawie wykonywania  zawodu około 2015 roku, prawdopodobnie w związku z deliktami dyscyplinarnymi – przyp. BS)– student III roku prawa. Jacek był zaangażowany w NZS na samym poczatku, wtedy był jedna z pierwszoplanowych postaci, potem się trochę wyciszył.(…) W poniedziałek trzeba było opuszczać akademiki – ustaliliśmy już kontakty, szyfry. Żelazny przekazał polecenia gdzie, kto i co ma w swoim mieście robić, jak się rozjedziemy. (…) Mieliśmy przysięgę przy świecach: „Tak mi dopomóż Bóg i Święty Krzyż”. (…) Zrobiliśmy kilka akcji w Częstochowie, malowaliśmy kotwiczki i napisy na murach zwykła olejna z puszki, ulotkowaliśmy.(…)

Więcej opowieści z tamtych czasów znajdziecie tutaj.

Parę moich refleksji po przeczytaniu m.in. powyższego fragmentu.

To, że ktoś kiedyś był działaczem niepodległościowym czy studenckim nie wystawia mu świadectwa moralności na całe życie.

To, że ktoś kiedyś kierował walką z opresyjnym systemem komunistycznym, nie oznacza, że nie może potem sam uczestniczyć we wprowadzaniu zmian o charakterze autorytarnym.

To, że ludzie w tamtych czasach kochali się, imprezowali, bawili i próbowali normalnie żyć, także przy okazji strajków to nie oznacza, że było normalnie.

To, że większość z nas czuje lub chce czuć, że jest normalnie, nie oznacza, że jest normalnie.

I jeszcze dzisiejsze słowo od mojego ojca, także do jego kolegów z tamtych lat:

Zbliża się 40-lecie powstania NZS-u. Nasi współcześni następcy-kontynuatorzy organizują imprezy jubileuszowe, w tym bal alumnów. Pozwoliłem sobie na krótką refleksję: Warto świętować, pod warunkiem, że wartości, które przyświecały założycielom NZS-u są aktualne i nie podlegają reinterpretacji. Niech autorytaryzm nie udaje demokracji, niech totalitaryzm władzy nie udaje prawa, niech atak na niezależność i wolności obywatelskie nie udaje sprawiedliwości dziejowej.

Studenci, i ci sprzed lat i ci współcześni, winni być krytyczni, kreatywni, nie powinni ulegać pokusom łatwej kariery i działać z niskich pobudek.

Jeśli tak się dzieje to nie pora na bal.

Szkoda czasu na chocholi taniec.

Opublikowano Dodaj komentarz

Czego nie wymyśli administracja skarbowa aby “upupić” podatnika?

Czego nie wymyśli opresyjna administracja skarbowa, żeby “upupić” niewinną osobę?

Wymyśli teorię “faktycznego sprawowania zarządu” w spółce, nie ważne, że uzna, że prezes zarządu spółki z o.o. został formalnie odwołany w czerwcu 2014 roku, dorzucą mu solidarną odpowiedzialność za VAT za lipiec 2014 – maj 2015 tylko dlatego, że uważają, że podpisywał się pod deklaracjami i innymi dokumentami.

Piszą tak:

W złożonym odwołaniu zarzuca Pan, że Organ I instancji nie przeprowadził wnioskowanych przez Pana dowodów, tj. powołania biegłego ds. badania pisma ręcznego na okoliczność tożsamości podpisów złożonych na deklaracjach podatkowych Spółki z Pana podpisami na dokumentach umowy sprzedaży udziałów, protokołu zgromadzenia wspólników z dnia 06.06.2014r. oraz zwrócenie się przez organ I instancji do banków z prośbą o wskazanie numerów IP komputerów, z których dokonywano transakcji na rachunkach bankowych spółki. W Pana ocenie ww. dowody miały potwierdzić,, że nie podpisywał Pan deklaracji podatkowych, nie prowadził spraw spółki, a podszywała się pod Pana inna osoba, oraz że nie ma Pan nic wspólnego z obrotem generowanym przez nowych właścicieli spółki, a także nie dokonywał Pan transakcji na rachunkach bankowych Spółki.

Odpowiadając na powyższe, tut. Organ zauważa, że trudno dać wiarę Pana gołosłownemu twierdzeniu, bowiem nie przedstawił Pan żadnego dowodu, który potwierdzałby, że podszywała się pod Pana inna osoba (…).

(cytat z decyzji Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Krakowie, nr. 1201-IEW-1.4123.21.2019.15 z dnia 25 listopada 2019 r.)

Czyli innymi słowy – wniosek o to aby biegły ds. badania pisma ręcznego potwierdził prawdziwość złożonych podpisów został oddalony, bo “nie uprawdopodobnił Pan'”, że mogła podpisywać się za Pana inna osoba. Nieważne, że spółka sprzedana, udziały przepisane na kogoś innego! Podobnie zresztą skarbówka oddala wniosek do banku o udostępnienie numerów IP z których logowano się na konto spółki! To ja się pytam, jak mam bronić takiego klienta?

To jest Polska 2019, Paragraf 22 – nie uznamy Cię za prezesa zarządu, jeżeli wykażesz, że nim faktycznie nie byłeś, ale nie wykażesz tego, bo oddalimy twój wniosek dowodowy w tej sprawie, który mógłby wykazać, że nie zarządzałeś spółką. A i nazwiemy potem Twoje twierdzenia “gołosłownymi”.

Bardzo niecenzuralne słowa mi się cisną w usta.

Decyzja została podpisana przez radcę skarbowego Joannę J. – mam nadzieję, że jak spojrzy Pani kiedyś w lustro, gdy już WSA uchyli to co Pani wymyśliła i mocno zastanowi się nad tym, czy dla instrumentalnych celów administracji podatkowej warto pisać głupoty, które zakrawają na kpinę z procedur i państwa prawa.

Tak działa polska administracja skarbowa